wtorek, 10 lutego 2015

Rozdział IX - Wizje czy wspomnienia?

Z góry przepraszam za tak długą przerwę. Miałam w domu trochę roboty i dopiero dzisiaj zabrałam się za pisanie. Rozdział wyszedł dłuższy niż myślałam i mam nadzieję, że wam się spodoba :-) Chcę się jeszcze zapytać, czy będziecie oglądać nowy serial Transformers Robots in Disguise? Ja na razie nie mogę się doczekać, ale jest duża możliwość, że po pierwszych odcinkach z niego zrezygnuję. Napiszcie co wy o nim myślicie ;-)
Miłego czytania


Weź moją przeszłość i weź moje grzechy
Jak pusty żagiel bierze wiatr
i ulecz, ulecz, ulecz, ulecz

I powiedz mi kilka rzeczy ostatnich
I powiedz mi kilka rzeczy ostatnich

Od tygodnia kręcę się po Jasper, ale nadal nie udało mi się spotkać Prowla. Autoboty chyba nie mogą zbyt często wychodzić. Może to ta ich misja jest tak ważna, że nie mają czasu? Muszę się tego koniecznie dowiedzieć.

Postanowiłam, że polecę na miejsce naszego ostatniego spotkania. Może i on będzie chciał spróbować się ze mną spotkać. Zaraz gdy dotarłam na miejsce, usłyszałam warkot silnika. To był on. Podjechał do mnie i zmienił się w robota.

- Cześć Jinx. Widzę, że nie mogłaś się doczekać kolejnego spotkania – przewróciłam oczami

-Chciałbyś, co? Po prostu podziwiałam przyrodę.

-Oczywiście – Prowl uśmiechnął się – Rozmawiałem o tobie z resztą botów – udałam zaskoczenie. Dobrze wiedziałam, że wypapla o mnie reszcie – Muszę sprawdzić czy na pewno jesteś przyjacielem i wtedy będę mógł cię wprowadzić.

-Jej, to wspaniale.

-Powiedz mi coś o sobie – teraz naprawdę mnie zaskoczył – Wiesz, muszę wiedzieć jak wytłumaczyć reszcie kim jesteś.

-Oni raczej nie będą mnie znali.

-I tak musisz mi coś opowiedzieć – westchnęłam – Nie wstydź się Jinx.

-Cóż mogę powiedzieć. Dorastałam na Cybertronie, moja matka zginęła na wojnie, a ojca nie widziałam od kąt nie odesłał mnie z planety. To praktycznie cała moja historia. Nie walczyłam na wojnie, ani nie poznałam żadnego bota. Właśnie dlatego nikt z twojej drużyny nie będzie mnie znał.  

-W takim razie musisz mi jakoś inaczej udowodnić twoją lojalność – no i co ja mam zrobić? Prowl mi ufa, ale reszta nie bardzo. Potrzebuję jakiegoś dowodu.

-Może po prostu dasz mi pogadać z Ulta Magnusem? Jestem pewna, że po krótkiej rozmowie przekona się o mojej lojalności.

-To się da załatwić – uśmiechnęliśmy się do siebie – To…ten…może się pościgamy?  - prychnęłam

-Nie masz ze mną żadnych szans.

-Przekonajmy się – uśmiechnęłam się wrednie

Bot zmienił się w samochód, a ja przybrałam formę motocyklu. Bez żadnych sygnałów Prowl wyprunął przed siebie, jednak szybko nadrobiłam straty. Autobot starał się podjeżdżać mi drogę, ale nie dawałam za wygraną. Niespodziewanie przed nami pojawiła się wielka przepaść. Oboje przygazowaliśmy i wyskoczyliśmy najwyżej jak potrafiliśmy. Kiedy lecieliśmy, Prowl przybrał formę robota, a ja poszłam w jego ślady. Kiedy lądowaliśmy, bot wpadł na mnie i razem przeturlaliśmy się kilka metrów. Śmialiśmy się w niebogłosy. Byłam naprawdę szczęśliwa. Leżałam na Prowlu i wpatrywałam się w niego. Wtedy poczułam dokładnie to samo uczucie, które zawitało podczas naszego pierwszego spotkania. Nie umiałam go nazwać, ale widziałam, że bot czuł to samo.  

Po kilku chwilach otrząsnęłam się i zeszłam z Autobota.

-Jesteś szybki, ale nie wystarczająco.

-Miałem powiedzieć to samo – zaśmiałam się – Masz naprawdę piękny śmiech, wiesz? – zdziwiłam się trochę. Jeszcze nikt mi nie powiedział czegoś podobnego – Dlaczego mam wrażenie, że już cię kiedyś poznałem.

-Nie wiem, ale mam podobnie – Prowl złapał mnie z ręce i przyciągnął do siebie. Dzieliło nas zaledwie kilka centymetrów. Wtedy stało się coś naprawdę dziwnego. Poczułam bardzo silny ból głowy, cały świat zawirował i byłam zmuszona usiąść na ziemi. W pewnej chwili zobaczyłam jakby…wspomnienia? Widziałam dziewczynkę o długich czarnych włosach związanych w kucyki, która żegnała jakiegoś bota. Była przytulona do jego ręki i płakała.

-Miko – powiedział cichym głosem bot – Myślę, że to…- nie wiedziałam co powiedział, bo w tej samej chwili wróciłam do rzeczywistego świata.

Prowl podtrzymywał mnie bym nie upadła i wpatrywał się we mnie z troską.

-Jinx, wszystko w porządku?

-Tak – podniosłam się i wyprostowałam. Znów czułam się na siłach.

-Na pewno? Wyglądałaś jakby brakowało ci energonu.

-Nic mi nie jest – uśmiechnęłam się d Prowla by go uspokoić.

-To…jutro o tej samej porze?

-Wspaniale.

-To do jutra – Autobot zmienił się w pojazd i pojechał przed siebie. Ja przybrałam formę samolotu i poleciałam w stronę statku.  Kim była ta dziewczyna i dlaczego wydawała mi się taka znajoma? Czy to były wspomnienia czy wizja? Nie, to nie mogły być wspomnienia. Przecież nie znam takiej dziewczynki ani Autobota. Muszę porozmawiać z ojcem. Może on będzie znał odpowiedź na to pytanie.

***

Zaraz gdy doleciałam na statek zaczęłam szukać ojca. Tym razem nie było go na mostku. Żaden z żołnierzy też go nie widział. Nie miałam nawet pomysłu gdzie mógłby być. Postanowiłam więc zaczekać na niego w moim pokoju. Niestety po drodze znowu zaczęło kręcić mi się w głowie i byłam zmuszona się zatrzymać. Po chwili ponownie ujrzałam tajemniczą dziewczynkę. Była obok dwóch chłopców. Jeden był wyższy i miał czarne włosy. Drugi zaś był bardzo niski i miał bujną brązową czuprynę. Dopiero chwilę później dostrzegłam, że dziewczyna stoi naprzeciwko mojego ojca.

-Zrób tylko jakiś numer, a mojej twarzy nigdy nie zapomnisz! Nigdy!

Po tych słowach znów się ocknęłam. Czym mój ojciec tak zawinił tej dziewczynie? Na to pytanie tylko on zna odpowiedź.

***

Po kilku godzinach Galvatron wrócił. Zatrzymałam go zanim wszedł na postek i pociągnęłam do pokoju.

-Co się stało Jinx? Jak przebiega operacja?

-Co? Operacja przebiega prawidłowo, ale nie o tym muszę z tobą porozmawiać.

-O czym więc?

-Widzisz – nie do końca wiedziałam co mam powiedzieć ojcu. Mam zapytać prosto z mostu czy raczej powoli opowiedzieć co się stało? – miałam chyba wizję.

-Wizję?

-Tak, bo widzisz…najpierw zrobiło mi się słabo, a potem zobaczyłam nastoletnią dziewczynę i zielonego Autobota, do którego się przytulała. I to nie mogły być wspomnienia, prawda?

-Oczywiście, że nie.

-Ale potem, potem znów ją zobaczyłam. I tym razem ty też się tam pojawiłeś – Galvaton chyba się czymś zaniepokoił – Ona powiedziała, że jeśli coś zrobisz, to nigdy nie zapomnisz jej twarzy. Wiesz kim ona jest?

-Nie mam pojęcia – odpowiedział, ale niepewnym głosem – Może to rzeczywiście jakaś wizja. Teraz wybacz, ale muszę już iść – nie próbowałam zatrzymywać ojca. Wiedziałam, że to nic nie da. Czułam, że ni mówił mi prawdy. Ale dlaczego miał by mnie okłamywać? Muszę się dowiedzieć prawdy. Nie ważne czy z pomocą ojca, czy bez niej. Po prostu muszę.

piątek, 19 grudnia 2014

Ankieta

Cześć
Wiem, że na blogu dawno nie było nowych rozdziałów, ale w ogóle nie mam weny do pisania. Może na święta coś napiszę. Na razie proszę o udział w ankiecie dotyczącej nowego bloga o Transformersach. Wasze opinie będą bardzo pomocne.
http://www.interankiety.pl/interankieta/cf62b31922f8f4a6fd2b313a70173722
Pozdrawiam i Wesołych Świąt!
***Niki***

poniedziałek, 27 października 2014

Rozdział VIII - Wątpliwości


Czasami wystarczy jedno spojrzenie, aby trafić do czyjegoś serca.

Już od miesiąca trenuje z Diablą i czasem z moim ojcem. Muszę przyznać, że się zmienił. Nie jest już tak dowcipny i nie czuję płynącego niegdyś od niego ciepła. Staram się nie pokazywać mojego lęku, ale nie wychodzi mi to zbyt dobrze. Staram się wiec unikać Galvatrona, jak teraz mówi na siebie mój ojciec. Zwiedzam tą przepiękną planetę. Tak dużo tu zieleni i życia. Nie mogę uwierzyć, że Gaklvatron chce zniszczyć coś tak pięknego. Oczywiście, chcę odzyskać Cybertron, ale nie kosztem innej planety. Kiedy latam nad Nowym Yorkiem, w postaci mojej drugiej formy samolotu odrzutowego, czuję się taka wolna. Nie wiem czy czułabym się tak samo mając na sumieniu tych wszystkich ludzi. Może uda mi się przekonać ojca, byśmy udali się na jakąś niezamieszkałą planetę.

Dziś postanowiłam polecieć trochę dalej. Dotarłam do piaszczystych i skalnych terenów. Znalazłam też jedno małe miasteczko – Jasper. To dziwne, ale ta nazwa wydaje mi się dziwnie znajoma. Jakbym, już kiedyś tu była. Jasper było inne niż Nowy York. Tu było spokojnie, cicho. Nie było tu takich wielkich wieżowców, tylko małe domki. To było naprawdę miłe miejsce.

Wylądowałam na pustyni, wśród wielu skał. Było cicho, bardzo cicho. Niespodziewanie usłyszałam zbliżający się pojazd. Już po chwili zobaczyłam srebrnego mustanga jadącego w moją stronę. Samochód w jednej chwili zmienił się w Transformera. Byłam gotowa do walki, jednak nieznajomy Autobot nie wyglądał na wroga. Stał kilka metrów przede mną i nie ruszał się.

-Cześć – powiedział wreszcie – Jesteś tu nowa? – Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. To był mój wróg, a nie przyjaciel – Jestem Prowl. Też przyleciałem tu niedawno.

-Jinx – odpowiedziałam.

-Bardzo ładnie Jinx. To dlaczego tu przyleciałaś? – I znów nie wiedziałam co mam powiedzieć. Postanowiłam więc trochę po kłamać i może nawet dowiedzieć się kilku informacji o Autobotach. Nie miałam jeszcze znaku Decepticona, więc Prowl nie wiedział, że jesteśmy wrogami.

-Słyszałam, że Ziemia to przyjazna planeta dla Autobotów. Postanowiłam tu przylecieć i przekonać się osobiście.

-Dlaczego nie wróciłaś na Cybertron? Każdy jest tam mile widziany.

-Już nic mnie tam nie trzyma – odwróciłam wzrok. Kiedy Prowl wspomniał o Cybertronie przypomniała mi się mama i te wszystkie chwile jakie spędziłam z ojcem. Byliśmy tacy szczęśliwi.

-Przecież tam jest twój dom.

-Już nie.

-Dobrze, nie ciągnijmy już tego tematu.

-Z drugiej strony co ty robisz na Ziemi?

-Przyjechałem tu na misję – na misję! Może uda mi się czegoś o niej dowiedzieć.

-Na misję? Może mnie wprowadzisz?

-Wiesz – Prowl zbliżył się do mnie – to ściśle tajne. Nie znam cię i nie mogę zdradzić ci najmniejszych szczegółów.

-Szkoda – odeszłam i odwróciłam się od Autobota.

-Hej, nie obrażaj się na mnie maleńka – maleńka?! Jak on śmie tak mnie nazywać. Szybko uruchomiłam moje ostrze u przystawiłam mu je do gardła. 

-Nigdy więcej nie waż się nazwać mnie maleńka, jasne?

-Jak słońce – opuściłam ostrze, ale walnęłam bota pięścią w twarz. Następnie zmieniłam się w samolot i poleciałam na statek.

Nie wiem czemu, ale ten Prowl nie wyglądał na jakiegoś bezlitosnego Autobota. Może ojciec się myli. Może Autoboty chcą żyć w zgodzie z Deceptconami? Muszę jakoś przekonać Galvatrona by porozmawiał z Ultra Magnusem. Może uda nam się podpisać rozejm?

Zaraz gdy znalazłam się na statku, udałam się do ojca. Był jak zwykle na mostku. Stał tam w towarzystwie Diabli.

-Witaj Jinx – przywitał się ojciec

-Witaj ojcze.

-Właśnie o tobie rozmawialiśmy .

-Naprawdę? – ojciec uśmiechnął się. Rzadko kiedy to robił, a więc musiało stać się coś naprawdę dobrego.

-Diabla uważa, że jesteś gotowa by ruszyć w teren.

-Ukończyłaś swoje szkolenie – odezwała się wreszcie fembotka – Możesz ruszyć na wojnę z Autobotami.

-To świetnie – odwróciłam głowę. Ojciec musiał zauważyć, że coś mnie trapi bo dał znak wszystkim by wyszli.

-Co się dzieje Jinx?

-Mam pewne…wątpliwości.

-Jakie wątpliwości?

-Nie jestem pewna czy pozbawianie życia siedmiu miliardom mieszkańców dla naszego dobra jest słuszne.

-Jinx, ci ludzie nie zginą. Zostaną robotnikami i pomogą nam przerobić ich planetę na Cybertron.

-To nic nie zmienia. Uważam, że należy znaleźć jakąś niezamieszkałą planetę, albo i dogadać się jakoś z Autobotami.

-Dogadać się? Czy ty zwariowałaś?

-Rozważam po prostu inne możliwości niż zagłada rasy ludzkiej. Poza tym Autoboty wydają się być przyjazne – oj. Chyba właśnie się wygadałam. Galvatron spoważniał i zbliżył się do mnie.

-Rozmawiałaś z nimi? – milczałam – Odpowiedz Jinx.

-Rozmawiałam – spuściłam głowę

-Z kim?

-Nazywa się Prowl. Jest tutaj nowy.

-Co mu powiedziałaś?

-Że przyleciałam na ziemię bo to przyjazne miejsce dla Autobotów.

-Więc nie wie kim jesteś?

-Nie – ojciec odwrócił się na chwilę, po czym zaczął krążyć wokół mnie.

-Myślę, że możemy to wykorzystać.

-Co?

-Czy on ci ufa?

-Nie do końca. Powiedział mi, że ma do spełnienia misję, ale nie chciał zdradzić mi jej szczegółów.

-Postarasz się dowiedzieć czegoś o szczegółach tej misji i ile tylko możesz  o położeniu bazy Autobotów.

-Ale ojcze…

-Jinx! Nie sprzeciwiaj mi się! Zrobisz co ci każę.

-Tak jest ojcze.

Wyszłam z mostku i poszłam do pokoju. Byłam zła na ojca. Nadal rozważał tylko jedno rozwiązanie – zagładę ludzi. Postaram się go jakoś odwieźć od tego pomysłu, ale na razie muszę zdobyć zaufanie Prowla. To jest najważniejsze. No i, może lepiej go poznam. Wydaje się naprawdę miły. Czuje do niego coś, czego nigdy wcześniej nie czułam, ale nie wiem jak to nazwać. Wiem tylko jedno – muszę znów go spotkać.

 

środa, 15 października 2014

Ebola jeszcze mnie nie zabiła

Sory za ten tytuł, ale moja koleżanka uparła się żebym tak napisała. Tak czy inaczej wreszcie znalazłam trochę czasu i napisałam stronę do nowego rozdziału. Myślę, że wstawię go w weekend.  A na razie nowe zdjęcie Jinx ;-)


 
 
Pozdrawiam :-)
***Niki***

wtorek, 2 września 2014

Rozdział VII - Za wszelką cenę

Wiele nocy modliliśmy się…Z jakiegoś powodu nikt nas nie słyszał…
I nasze serca stały się pełną nadziei piosenką…Prawie nie zrozumieliśmy…Lecz teraz się nie boimy…Chociaż wiemy, że jest wiele do strachu…Przenosiliśmy góry…Długo przed tym, nim dowiedzieliśmy się, że mogliśmy…Mogą zdarzyć się cuda…Gdy wierzymy…Choć nadzieja jest krucha…Trudniej nas zabić…


Zaczęłam otwierać oczy. Powoli wstałam z łóżka i zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu, w którym się znajdowałam. Ściany i podłoga były ciemnoszare. Nie było żadnych okien.  Były tylko drzwi. Podeszłam do nich, ale nie udało mi się ich otworzyć. Próbowałam sobie przypomnieć jak się tu znalazłam. Ostatnie co pamiętam to ucieczka z Cybertronu. Mój ojciec wsadził mnie statku, który miał mnie zawieźć na bezpieczną planetę. Może to jest właśnie ten statek? Niespodziewanie drzwi się otworzyły, a do pokoju wszedł ktoś, kogo bardzo dobrze znałam. Była taki sam, ale inny. Jego palce były ostro zakończone, cała twarz była pełna blizn. Jego spojrzenie jednak pozostało takie same. Patrzał na mnie, jego czerwonymi oczami z tą miłością.

-Tato – powiedziałam szeptem

-Jinx – podbiegłam do mojego ojca i uścisnęłam go najmocniej jak umiałam. Ku mojemu zdziwieniu, byłam teraz prawie jego wzrostu.

-Co się stało tato?

-To bardzo długa historia córko. Twój statek został trafiony przez Autoboty. Przez bardzo długi czas myślałem, że nie żyjesz.

-Przez jak długo?

-Cóż, jesteś teraz dorosła – wypuściłam tatę z objęć i zaczęłam się oglądać. Rzeczywiście, byłam inna, większa. Miałam jednak taką samą, fioletowo czarną zbroję z szarymi wstawkami. Na plecach miałam drzwi od mojej drugiej formy, a na klatce piersiowej światła – Jesteś tak piękna jak twoja matka.

-Dziękuję – przez chwilę milczałam. Miałam tak wiele pytań, ale nie wiedziałam od czego zacząć – Cybertron! Co z naszym domem.

-Niestety Cybertronem władają Autoboty. Mam jednak plan stworzenia dla nas nowego domu.

-Gdzie?

-Na planecie, na której się teraz znajdujemy, Ziemi. Jest tu wiele energonu, a do tego ponad siedem miliardów robotników.

-Nie wolisz odzyskać naszego prawdziwego domu?

-Oczywiście, że wolę, ale nie potrafię. Autobotów jest coraz więcej, a Decepticonów niestety coraz mniej.  Przez całą tą sytuację zaczynam tracić nadzieję. – złapałam ojca za rękę

-Wiem, że nadzieja jest krucha, ale musisz mieć wiarę. Musisz wierzyć, że uda nam się stworzyć bezpieczny dom.

-Wiem Jinx, wiem. – Tata przytulił mnie, a ja odwzajemniłam uścisk – Nie wierzyłem, że kiedyś jeszcze cię zobaczę, ale jednak. Jesteś tu.

-I nigdzie się nie wybieram.

Ojciec oprowadził mnie po całym statku i przedstawił najważniejszych żołnierzy. Pierwszy z nich to Firebreaker. Posiada fioletowo – czarną zbroję z zielonymi akcentami. Jego drugą formą jest europejski, tajny samochód sportowy. Jeśli jakaś robota ma być dobrze wykonana, zostaje powierzona właśnie jemu. Firebreaker jest bardzo dobrym zwiadowcą i złodziejem. Potrafi stworzyć bardzo głośną falę dźwiękową. Kolejna jest Diabla. Jej zbroja jest fioletowo – żółta. Posiada bardzo ostro zakończone, długie szpony. Zmienia się w japoński motocykl.

-Diabla jest bardzo przebiegła. – powiedział mój ojciec zaraz po jej odejściu – I niech jej rozmiar cię nie zmyli. Jest mała, ale zabójcza.

Deadheat nigdy nie przegrywa – powiadają. Nikt nie może się z nim równać w dziale prędkości. Posiada czerwono – niebieską zbroję, a jego trybem pojazdu jest prototyp najszybszego sportowego samochodu. Jest bardzo poważny i zawsze wykonuje polecenia od Megatrona. Ostatni jest Shellshock – Komandor Decepticonów.  Podobno kolekcjonuje iskry pokonanych przez niego Autobotów. Jego zbroja jest szaro – srebrna. Zmienia się w wojskowy, opancerzony samochód. Na Cybertronie Shellshock był płatnym zabójcą. Ojciec nie musiał go dwukrotnie prosić by wrócił do walki. On zawsze świetnie się bawi w walce.

Po obejrzeniu statku poszliśmy poćwiczyć. Nie powiem, straszne się zdziwiłam gdy bez żadnych problemów zastrzeliłam wszystkie atrapy Autobotów  i pokonałam tor przeszkód. Nie wiedziałam, że jestem tak wygimnastykowana. Ba, jeszcze nigdy nie strzelałam z blasterów. Nawet nie wiedziałam, że je mam. Chwila moment, co to za słowo ba? Nie ważne. Tak czy inaczej, mój ojciec był pod wielkim wrażeniem moich umiejętności i obiecał, że po kilku treningach z Diablą będę walczyła przeciw Autobotom.

-Czy Diabla i reszta walczyła już z Autobotami?

-Jeszcze nie. – ojciec stał tyłem do mnie, tuż przy szybie i przyglądał się gwiazdom.

-Dlaczego?

-Postanowiłem zaskoczyć Autoboty. Shellshock, Diabla, Deadheat i Firebreaker staną do walki dopiero, gdy ty będziesz gotowa.

-Zaatakujemy ich gdy będą się tego najmniej spodziewać.

-Dokładnie. W ten sposób może uda nam się ich pokonać i przejąć ziemię.

-A jeśli pokonalibyśmy przywódcę Autobotów? Czy reszta nie wycofałaby się wtedy. Może nawet udałoby nam się zdobyć Cybertron. – podeszłam do ojca

-Myślisz dobrze, ale wiem z doświadczenia, że nawet bez dowódcy Autoboty jest bardzo ciężko pokonać. Może Ultra Magnus nie jest tak dobry jak Optimus, ale jest godnym przeciwnikiem.

-Jak to Ultra Magnus? To on jest przywódcą Autobotów? – spojrzałam na Megatrona

-Owszem. Optimus Prime nie żyje.

-Zabiłeś go?

-Nie. – Nie miałam zamiaru dopytywać się jak poległ. Widziałam, że mój ojciec nie ma ochoty na tę rozmowę.

 Nazywam się Jinx i jestem Decepticonem i mam zamiar odzyskać Cybertron, za wszelką cenę.  

niedziela, 13 lipca 2014

Rozdział VI - Jak mogłeś?!


Czasem osoby, które uważamy za bliskie, sprawiają nam największą przykrość…

Zaczęłam się budzić. Jasne światło oślepiało mnie i uniemożliwiało przy tym otwarcie oczu. Leżałam więc bez ruchu i czekałam. Na co? Nie wiem właściwie. Chyba po prostu aż ktoś wyłączy to cholerne światło.

Chwilę później usłyszałam głosy kilku osób, a po chwili także otwierane drzwi. Nadal nie otwierałam oczu. Chciałam się dobrze przysłuchać tej rozmowie.

-Co z nią? – zapytał Ultra Magnus

-Wszystko raczej będzie dobrze, na razie – odpowiedział Rachet

-Jak to na razie?! – dopytał zdenerwowany Bulkhead – Co z nią?

-Miko potrzebuje coraz więcej energonu, co nie jest zbyt dobre dla jej ludzkich organów. Na początku dawaliśmy jej tylko jedną dawkę na pół roku, ale potem musieliśmy przyśpieszyć zastrzyki, ponieważ występowały liczne zawroty głowy, omdlenia, a nawet kilku dniowe śpiączki. Przez ostatni rok energon dawaliśmy jej raz na miesiąc. Teraz niestety musimy przyśpieszyć do jednej dawki na tydzień.

-To przez to omdlenie wtedy, na pustyni? – dopytał Bulkhead

-Omdlenia zdarzyły się już pięć razy w zeszłym miesiącu i dwa w tym. Nie chce jednak dawać jej tak dużo energonu.

-Co może stać się z Miko, jeśli przyjmie zbyt dużo paliwa? – zapytał Ultra Magnus

-Energon sprawia, że wszystkie kości i narządy wewnętrze Miko zamieniają się w metal. Do tego jej serce bije wolniej niż powinno. Obawiam się, że ono powoli zamienia się w iskrę.

-Czy to jest w ogóle możliwe Rachet? Spójrz na to logicznie. Miko zmienia się w Transformera?

-Badam to od siedmiu lat Ultra Magnusie. Patrzałem już na to chyba z każdej perspektywy i nie wiem jak mam wyjaśnić to, co się teraz dzieje z Miko. Nie wiem czy uda mi się ją uratować.

-Chwila moment. Uratować? Co masz dokładnie na myśli?

-Nie będę was okłamywał. Miko umiera. Proces tworzenia iskry twa wiele miesięcy. Serce Miko bije wolniej od trzech tygodni, a góra za tydzień całkiem się zatrzyma.

-Nie! To niemożliwe! Ona nie może umrzeć! – Bulkhead wydarł się chyba na całą bazę. Podobnie jak ja, nie mógł uwierzyć w to, co powiedział Rachet. Umieram? Jak on mógł mi tego nie powiedzieć?! Mam przecież prawo wiedzieć o swoim losie.

-Uspokój się Bulkhead! – upomniał Bulka Magnus – Nie możemy się teraz poddawać – usłyszałam jak drzwi się otwierają.

-Wybaczcie mi, – rozpoznałam głos Knockouta – ale podsłuchałem waszą rozmowę. Muszę zasugerować pewne rozwiązanie dla Miko.

-Słuchamy cię.

-Myślę, że właśnie powinniśmy dać jej zwiększoną dawkę energonu. Możliwe, że to przyśpieszy proces tworzenia Iskry i Miko stanie się Transformerem.

-Masz rację, – powiedział Rachet – ale jeśli energon nie przyśpieszy procesu, to może jeszcze bardziej zwolnić jej serce, a wtedy będziemy mieć jeszcze mniej czasu.

-Chyba lepsze jest ryzyko niż nic nie robienie. Musimy w końcu spróbować coś zrobić.

-Knockout ma rację – powiedział wreszcie Ultra Magnus – Musimy spróbować.

-Chwila, moment – sprzeciwił się Bulkhead – Ja jednak zgadzam się z Rachetem. Nie chcemy chyba jeszcze bardziej pogorszyć sytuacji?

-Nie mamy wyboru Bulkhead. To może się udać.

-A jeśli nie to co?! Zginie?!

-Jeśli nic nie zrobimy to i tak zginie! – dosyć tego! Strzeliłam z mojego blastera przed siebie i otworzyłam oczy. Trafiłam prosto w lampę. Teraz w pokoju nie było już tak jasno. Wstałam z łóżka lekarskiego i spojrzałam wrogo na Racheta.

-Jak mogłeś mi nie powiedzieć? Jak mogłeś ukrywać przede mną prawdę?!

-Miko, ja nie chciałem cię martwić.

-Nie chciałeś mnie martwić i to dlatego nie powiedziałeś mi, że umieram?! – kilka łez spłynęło po moim policzku – Nie powiedziałeś mi bo bałeś się przyznać, że nie wiesz co się ze mną dzieje!

-Może i masz rację! Nie wiem co się z tobą dzieje, ale nie powiedziałem ci bo myślałem, że jakoś uda mi się cię uratować.

-Ja wiem co się ze mną dzieje! – wszyscy spojrzeli na mnie pytająco – Kiedy trwała jeszcze wojna na Cybertronie, moja prawdziwa matka zginęła. Zabiły ją Autoboty, choć była bezbronna. Wtedy mój ojciec wysłał mnie na planetę, na której byłabym bezpieczna. Niestety Autoboty strzeliły w mój statek i mój ojciec nie mógł mnie namierzyć. Leciałam tym statkiem przez lata świetlne, aż w końcu dotarłam na Ziemię, gdzie pewnie znaleźli mnie moi ludzcy rodzice i przygarnęli. Nie wiem czemu wyglądam teraz jak człowiek. Może kiedy przyleciałam na Ziemię to moje ciało dostosowało się do środowiska? Nie wiem, naprawdę. Wiem tylko, że teraz znów staje się Transformerem.

-Skąd ty to wszystko wiesz? – zapytał Bulkhead

-Od ojca, Megatrona.

-Twoim ojcem jest Megatron – zapytał z niedowierzaniem Knockout.

-Teraz właściwie Galwatron, ale tak. To on jest moim ojcem. Powiedział mi to wszystko na pustyni. Chciał żebym poszła z nim, ale odmówiłam. Teraz widzę, że źle postąpiłam – żaden z botów nic nie powiedział. Wyszłam więc z pokoju i zaczęłam kierować się do głównej sali. Kiedy byłam już na miejscu, usłyszałam biegnącego za mną bota, więc dalej się nie zatrzymywałam. Niespodziewanie poczułam wielki ból głowy. Upadłam na kolana i zaczęłam krzyczeć z bólu. Potem zaczęłam miotać się po podłodze. Ból tylko wzrastał. Miałam wrażenie, że zaraz eksploduję. Wtedy poczułam ukłucie w ramieniu. Do mojego ciała zaczęła wpływać jakaś substancja. Po chwili ból minął. Narastało jedynie zmęczenie. Leżałam w bezruchu. Nie otwierałam oczu. Słabłam. Słyszałam rozmowę botów, które najprawdopodobniej stały blisko mnie.

-Zrób coś Rachet! – zawołała Arcee

-Próbuję! Jej serce już się zatrzymało. Muszę je znów wprawić w ruch – po chwili poczułam przepływający przez moje ciało prąd. Jeszcze raz to samo. I jeszcze raz. Wtedy ponowie ujrzałam oślepiające mnie światło. Czułam się, jakbym rosła.

Niespodziewanie usłyszałam wielki wybuch. Nie wiedziałam co się działo. Nadal nie mogłam otworzyć oczu. Po kilku minutach, poczułam jak ktoś bierze mnie na ręce i zaczyna gdzieś biec. Po chwili światło ustało i teraz była tylko ciemność. Po jakiejś minucie nieznajomy położył mnie gdzieś. Ponownie spróbowałam otworzyć oczy, ale na próżno. Po chwili zaczęłam zapadać w sen.

środa, 2 lipca 2014

Rozdział V - Prawda


Szukam siebie w sobie i się nie mogę odnaleźć. Gdzie jest tamten dzieciak, który miał w sobie wiarę… Gdzie jest ten uśmiech, który pocieszał innych? I gdzie jest ten charakter, który zawsze był silny?


Boty siedzą w bazie już od tygodnia. Galwatron ani Decepticony nie pokazały się ani razu. Było aż za cicho. Wheiljack nadal próbował rozmawiać ze mną i jakoś odnowić nasze relacje. Bulkhead nawet nie zamienił ze mną słowa. Reszta botów starała się przyzwyczaić, że ja, Jack i Raf nie jesteśmy już dziećmi. Chłopaki mają własne rodziny, życia, a ja mam swoją ukochaną pracę. Nie mam zamiaru zmieniać się, bo boty przyjechały i chcą znów się zaprzyjaźnić. Przez te dziewięć lat zrozumiałam, że na nikim nie można polegać. Zawsze trzeba radzić sobie samemu. Nie rozumiem jednak jak Jack i Raf mogą tak po prostu znów przyjaźnić się z botami. Dla nich to dziewięć lat minęło od tak. Mieli rodziny, przyjaciół, ja byłam sama. Dlatego skupiłam się wyłącznie na treningach. Do tej pory pamiętam mojego senseiego. On zawsze powtarzał, że osiągnę perfekcję dopiero gdy nauczę się liczyć tylko i wyłącznie na siebie. Trwało to dość długo, ale kiedy miałam dziewiętnaście lat, wyruszyłam na wyprawę daleko w góry. Byłam zupełnie sama. Miałam tylko krzesiwo, jedną butelkę z wodą i linę. Sama musiałam polować i zdobywać wodę. Nie mogłam używać blasterów. Wtedy zrobiłam mój pierwszy łuk. Z jego pomocą udało mi się przetrwać. Kiedy wreszcie po pół roku wróciłam do bazy, czekał mnie kolejny test. Wszyscy ludzie, których znałam i którzy coś dla mnie znaczyli leżeli na czerwonej od krwi podłodze. Mieli odcięte kończyny, poderżnięte gardła i złamane karki. Na widok ich wszystkich chciało mi się płakać, ale w głębi duszy wiedziałam, że to tylko kolejny test. Pełną świadomość przywrócił mi widok krwawiącego niebieskim energonem Bulkheada. Kiedy na niego patrzałam nie czułam bólu. Odczuwałam jedynie obojętność. Nie patrząc już ani na Autobota, ani na tych wszystkich ludzi poszłam wolnym krokiem do swojego pokoju. Zdałam test. Chodziło w nim o to, bym nie robiła z siebie ofiary patrząc na inne trupy.

Nareszcie! Dziś przechwyciliśmy sygnaturę Decepticona, najprawdopodobniej Galwatrona.   Zebraliśmy całą drużynę, w której skład wchodzili Ultra Magnus, Bumblebee, Arcee, Bulkhead i ten nowy, jak zdążyłam się zorientować Prowl. Ja miałam dowodzić. To była w sumie jedyna przyjemność tej misji. Mogłam trochę porozkazywać botom.

Wszyscy stanęliśmy przed mostem, który po chwili otworzył Rachet.

-Autoboty! – Wykrzyknęłam – Transformacja i jazda!

Boty zmieniły się w pojazdy, a ja uruchomiłam moje laserowe „łyżwy” i wszyscy ruszyliśmy w głąb mostu. Po chwili znaleźliśmy się na piaskowej górce. Byliśmy w Egipcie. Zaczęła się rozglądać w poszukiwaniu jakiś Decepticonów. Nie potrwało to długo. Już po chwili ujrzałam Galwatrona i jakieś dwadzieścia conów stojących kilkanaście metrów przed nami. Ich czarne „zbroje” zlewały się z ciemnym już niebem. Czekali na nas. To była pułapka. Pozwolili nam abyśmy ich wykryli.

-Proszę, proszę – powiedział Galwatron z drwiącym uśmieszkiem – Autoboty wreszcie złapały przynętę. Jak zawsze zresztą – Galwatron zaśmiał się, lecz po chwili znów spoważniał. Teraz patrzał prosto na mnie. Przeszedł mnie dreszcz. Gdy patrzyłam w jego oczy, to tak jakbym patrzyła w morze krwi.

-Nie przedłużajmy tego Galwatronie –powiedział Ultra Magnus – Zakończmy to wreszcie.

-Czekaj na rozkaz Ultra Magnusie – upomniałam robota.

-Nie tym razem – powiedział stanowczo Magnus i ruszył prosto na Galwatrona.

Reszta botów podążyła w jego ślady. Strasznie mnie to zdenerwowało. Uruchomiłam blastery i ruszyłam na cony. Choć były ode mnie dużo większe to moje blastery były tak samo mocne jak ich. Bez większych problemów załatwiłam całą trójkę. Wtedy ujrzałam walczącego z Galwatronem Ultra Magnusa. Autobot przegrywał. Galwatron był od niego większy i silniejszy. Magnus nie miał szans. Szybko pobiegłam do nich i zaczęłam strzelać w Lorda Decepticonów. Galwatron nie oberwał zbyt mocno, lecz wystarczająco. Robot cofnął się o kilka kroków. Chyba się nie spodziewał ponownego ataku z mojej strony. Niespodziewanie Decepticon zaczął uciekać.

-Stój tchórzu! – wykrzyknęłam i ruszyłam bez żadnego zastanowienia na Galwatrona.

Pościg trwał jakieś pięć minut. Co dziwne robot nie zmienił swojej formy. Niespodziewanie Galwatron zatrzymał się i odwrócił w moją stronę.

-Teraz możemy spokojnie porozmawiać – powiedział robot.

-Nie mamy o czym rozmawiać Galwatronie.

-Owszem mamy! Muszę ci wreszcie wyjawić to, co Autoboty przed tobą ukrywają.

-O czym ty mówisz? Co przede mną ukrywają.

-Prawdę o twoim pochodzeniu.

-Nic o mnie nie wiesz. Grasz na zwłokę!

-Myślisz, że uciekałem ze strachu przed tobą i Autobotami?! Chcę ci powiedzieć całą prawdę – Nie wiem czemu, ale wierzyłam Galwatronowi. Chyba rzeczywiście coś o mnie wiedział.

-A więc, zaczynaj. Co o mnie wiesz? – Galwatron uśmiechnął się lekko.

-Widzisz, dawno temu, jeszcze przed rozpoczęciem się wojny na Cybertronie, pewien bot zakochał się w fembotce. Nazywała się Darkstream. Ona także była zakochana w tym bocie. Postanowili założyć rodzinę. Urodziła im się córka, Jinx. Żyli w spokoju, aż rozpoczęła się wojna. Ojciec Jinx stanął po stronie Decepticonów, tak samo jego ukochana. Niestety pewnego okropnego dnia, kiedy ojca Jinx nie było, Autoboty napadły Darkstream i jej córkę. Matka chciała uratować Darkstream i ukryła ją w podziemiach domu. Jinx nie chciała jednak zostawić matki całkiem samej. Wróciła więc na powierzchnię. Niestety było już za późno. Autoboty zamordowały Darkstream na oczach małej Jinx. Później chciały zabić też ją, ale jej ojciec uratował córkę. Tego dnia zrozumiał, że Jinx nie będzie bezpieczna na Cybertronie. Postanowił ją wysłać daleko, na jakąś planetę, gdzie ktoś się nią zajmie. Niestety jej statek został uszkodzony i ojciec Jinx już nigdy nie zobaczył ćórki – kilka łez spłynęło mi po policzku.

-Jinx, to ja, prawda?

-Tak.

-A mój ojciec, to ty? – Galwatron nic nie odpowiedział. Byłam jego córką. To jak znał tę historię, to on musiał być moim ojcem. Nie mogę w to uwierzyć. Właśnie się dowiedziałam, że jestem córką Lorda Decepticonów, że ja też jestem Decepticonem.

-Chodź ze mną Jinx.

-Co?

-Wróć do Decepticonów.

-Nie mogę, nie chcę!

-Proszę cię. Już zbyt długo byliśmy rozdzieleni.

-Nie! Nigdzie z tobą nie pójdę. Moje miejsce jest wśród ludzi.

-Twoje miejsce jest razem ze mną.

-Nie Galwatronie. – odwróciłam się od ojca i ruszyłam w  stronę Autobotów. Nadal nie mogłam uwierzyć w to co się teraz dzieje. Po prostu nie mogłam.

Wreszcie dochodziłam do botów. Niespodziewanie zrobiło mi się strasznie słabo i zakręciło mi się w głowie. Powoli upadłam na zimny piasek. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Po chwili zobaczyłam biegnącego w moją stronę Bulkheada. Robot podniósł mnie delikatnie i wezwał Racheta. Przed nami otworzył się most. Niebieskie światło stawał się coraz jaśniejsze. Miałam coraz mniej sił. W końcu usnęłam.