niedziela, 13 lipca 2014

Rozdział VI - Jak mogłeś?!


Czasem osoby, które uważamy za bliskie, sprawiają nam największą przykrość…

Zaczęłam się budzić. Jasne światło oślepiało mnie i uniemożliwiało przy tym otwarcie oczu. Leżałam więc bez ruchu i czekałam. Na co? Nie wiem właściwie. Chyba po prostu aż ktoś wyłączy to cholerne światło.

Chwilę później usłyszałam głosy kilku osób, a po chwili także otwierane drzwi. Nadal nie otwierałam oczu. Chciałam się dobrze przysłuchać tej rozmowie.

-Co z nią? – zapytał Ultra Magnus

-Wszystko raczej będzie dobrze, na razie – odpowiedział Rachet

-Jak to na razie?! – dopytał zdenerwowany Bulkhead – Co z nią?

-Miko potrzebuje coraz więcej energonu, co nie jest zbyt dobre dla jej ludzkich organów. Na początku dawaliśmy jej tylko jedną dawkę na pół roku, ale potem musieliśmy przyśpieszyć zastrzyki, ponieważ występowały liczne zawroty głowy, omdlenia, a nawet kilku dniowe śpiączki. Przez ostatni rok energon dawaliśmy jej raz na miesiąc. Teraz niestety musimy przyśpieszyć do jednej dawki na tydzień.

-To przez to omdlenie wtedy, na pustyni? – dopytał Bulkhead

-Omdlenia zdarzyły się już pięć razy w zeszłym miesiącu i dwa w tym. Nie chce jednak dawać jej tak dużo energonu.

-Co może stać się z Miko, jeśli przyjmie zbyt dużo paliwa? – zapytał Ultra Magnus

-Energon sprawia, że wszystkie kości i narządy wewnętrze Miko zamieniają się w metal. Do tego jej serce bije wolniej niż powinno. Obawiam się, że ono powoli zamienia się w iskrę.

-Czy to jest w ogóle możliwe Rachet? Spójrz na to logicznie. Miko zmienia się w Transformera?

-Badam to od siedmiu lat Ultra Magnusie. Patrzałem już na to chyba z każdej perspektywy i nie wiem jak mam wyjaśnić to, co się teraz dzieje z Miko. Nie wiem czy uda mi się ją uratować.

-Chwila moment. Uratować? Co masz dokładnie na myśli?

-Nie będę was okłamywał. Miko umiera. Proces tworzenia iskry twa wiele miesięcy. Serce Miko bije wolniej od trzech tygodni, a góra za tydzień całkiem się zatrzyma.

-Nie! To niemożliwe! Ona nie może umrzeć! – Bulkhead wydarł się chyba na całą bazę. Podobnie jak ja, nie mógł uwierzyć w to, co powiedział Rachet. Umieram? Jak on mógł mi tego nie powiedzieć?! Mam przecież prawo wiedzieć o swoim losie.

-Uspokój się Bulkhead! – upomniał Bulka Magnus – Nie możemy się teraz poddawać – usłyszałam jak drzwi się otwierają.

-Wybaczcie mi, – rozpoznałam głos Knockouta – ale podsłuchałem waszą rozmowę. Muszę zasugerować pewne rozwiązanie dla Miko.

-Słuchamy cię.

-Myślę, że właśnie powinniśmy dać jej zwiększoną dawkę energonu. Możliwe, że to przyśpieszy proces tworzenia Iskry i Miko stanie się Transformerem.

-Masz rację, – powiedział Rachet – ale jeśli energon nie przyśpieszy procesu, to może jeszcze bardziej zwolnić jej serce, a wtedy będziemy mieć jeszcze mniej czasu.

-Chyba lepsze jest ryzyko niż nic nie robienie. Musimy w końcu spróbować coś zrobić.

-Knockout ma rację – powiedział wreszcie Ultra Magnus – Musimy spróbować.

-Chwila, moment – sprzeciwił się Bulkhead – Ja jednak zgadzam się z Rachetem. Nie chcemy chyba jeszcze bardziej pogorszyć sytuacji?

-Nie mamy wyboru Bulkhead. To może się udać.

-A jeśli nie to co?! Zginie?!

-Jeśli nic nie zrobimy to i tak zginie! – dosyć tego! Strzeliłam z mojego blastera przed siebie i otworzyłam oczy. Trafiłam prosto w lampę. Teraz w pokoju nie było już tak jasno. Wstałam z łóżka lekarskiego i spojrzałam wrogo na Racheta.

-Jak mogłeś mi nie powiedzieć? Jak mogłeś ukrywać przede mną prawdę?!

-Miko, ja nie chciałem cię martwić.

-Nie chciałeś mnie martwić i to dlatego nie powiedziałeś mi, że umieram?! – kilka łez spłynęło po moim policzku – Nie powiedziałeś mi bo bałeś się przyznać, że nie wiesz co się ze mną dzieje!

-Może i masz rację! Nie wiem co się z tobą dzieje, ale nie powiedziałem ci bo myślałem, że jakoś uda mi się cię uratować.

-Ja wiem co się ze mną dzieje! – wszyscy spojrzeli na mnie pytająco – Kiedy trwała jeszcze wojna na Cybertronie, moja prawdziwa matka zginęła. Zabiły ją Autoboty, choć była bezbronna. Wtedy mój ojciec wysłał mnie na planetę, na której byłabym bezpieczna. Niestety Autoboty strzeliły w mój statek i mój ojciec nie mógł mnie namierzyć. Leciałam tym statkiem przez lata świetlne, aż w końcu dotarłam na Ziemię, gdzie pewnie znaleźli mnie moi ludzcy rodzice i przygarnęli. Nie wiem czemu wyglądam teraz jak człowiek. Może kiedy przyleciałam na Ziemię to moje ciało dostosowało się do środowiska? Nie wiem, naprawdę. Wiem tylko, że teraz znów staje się Transformerem.

-Skąd ty to wszystko wiesz? – zapytał Bulkhead

-Od ojca, Megatrona.

-Twoim ojcem jest Megatron – zapytał z niedowierzaniem Knockout.

-Teraz właściwie Galwatron, ale tak. To on jest moim ojcem. Powiedział mi to wszystko na pustyni. Chciał żebym poszła z nim, ale odmówiłam. Teraz widzę, że źle postąpiłam – żaden z botów nic nie powiedział. Wyszłam więc z pokoju i zaczęłam kierować się do głównej sali. Kiedy byłam już na miejscu, usłyszałam biegnącego za mną bota, więc dalej się nie zatrzymywałam. Niespodziewanie poczułam wielki ból głowy. Upadłam na kolana i zaczęłam krzyczeć z bólu. Potem zaczęłam miotać się po podłodze. Ból tylko wzrastał. Miałam wrażenie, że zaraz eksploduję. Wtedy poczułam ukłucie w ramieniu. Do mojego ciała zaczęła wpływać jakaś substancja. Po chwili ból minął. Narastało jedynie zmęczenie. Leżałam w bezruchu. Nie otwierałam oczu. Słabłam. Słyszałam rozmowę botów, które najprawdopodobniej stały blisko mnie.

-Zrób coś Rachet! – zawołała Arcee

-Próbuję! Jej serce już się zatrzymało. Muszę je znów wprawić w ruch – po chwili poczułam przepływający przez moje ciało prąd. Jeszcze raz to samo. I jeszcze raz. Wtedy ponowie ujrzałam oślepiające mnie światło. Czułam się, jakbym rosła.

Niespodziewanie usłyszałam wielki wybuch. Nie wiedziałam co się działo. Nadal nie mogłam otworzyć oczu. Po kilku minutach, poczułam jak ktoś bierze mnie na ręce i zaczyna gdzieś biec. Po chwili światło ustało i teraz była tylko ciemność. Po jakiejś minucie nieznajomy położył mnie gdzieś. Ponownie spróbowałam otworzyć oczy, ale na próżno. Po chwili zaczęłam zapadać w sen.

środa, 2 lipca 2014

Rozdział V - Prawda


Szukam siebie w sobie i się nie mogę odnaleźć. Gdzie jest tamten dzieciak, który miał w sobie wiarę… Gdzie jest ten uśmiech, który pocieszał innych? I gdzie jest ten charakter, który zawsze był silny?


Boty siedzą w bazie już od tygodnia. Galwatron ani Decepticony nie pokazały się ani razu. Było aż za cicho. Wheiljack nadal próbował rozmawiać ze mną i jakoś odnowić nasze relacje. Bulkhead nawet nie zamienił ze mną słowa. Reszta botów starała się przyzwyczaić, że ja, Jack i Raf nie jesteśmy już dziećmi. Chłopaki mają własne rodziny, życia, a ja mam swoją ukochaną pracę. Nie mam zamiaru zmieniać się, bo boty przyjechały i chcą znów się zaprzyjaźnić. Przez te dziewięć lat zrozumiałam, że na nikim nie można polegać. Zawsze trzeba radzić sobie samemu. Nie rozumiem jednak jak Jack i Raf mogą tak po prostu znów przyjaźnić się z botami. Dla nich to dziewięć lat minęło od tak. Mieli rodziny, przyjaciół, ja byłam sama. Dlatego skupiłam się wyłącznie na treningach. Do tej pory pamiętam mojego senseiego. On zawsze powtarzał, że osiągnę perfekcję dopiero gdy nauczę się liczyć tylko i wyłącznie na siebie. Trwało to dość długo, ale kiedy miałam dziewiętnaście lat, wyruszyłam na wyprawę daleko w góry. Byłam zupełnie sama. Miałam tylko krzesiwo, jedną butelkę z wodą i linę. Sama musiałam polować i zdobywać wodę. Nie mogłam używać blasterów. Wtedy zrobiłam mój pierwszy łuk. Z jego pomocą udało mi się przetrwać. Kiedy wreszcie po pół roku wróciłam do bazy, czekał mnie kolejny test. Wszyscy ludzie, których znałam i którzy coś dla mnie znaczyli leżeli na czerwonej od krwi podłodze. Mieli odcięte kończyny, poderżnięte gardła i złamane karki. Na widok ich wszystkich chciało mi się płakać, ale w głębi duszy wiedziałam, że to tylko kolejny test. Pełną świadomość przywrócił mi widok krwawiącego niebieskim energonem Bulkheada. Kiedy na niego patrzałam nie czułam bólu. Odczuwałam jedynie obojętność. Nie patrząc już ani na Autobota, ani na tych wszystkich ludzi poszłam wolnym krokiem do swojego pokoju. Zdałam test. Chodziło w nim o to, bym nie robiła z siebie ofiary patrząc na inne trupy.

Nareszcie! Dziś przechwyciliśmy sygnaturę Decepticona, najprawdopodobniej Galwatrona.   Zebraliśmy całą drużynę, w której skład wchodzili Ultra Magnus, Bumblebee, Arcee, Bulkhead i ten nowy, jak zdążyłam się zorientować Prowl. Ja miałam dowodzić. To była w sumie jedyna przyjemność tej misji. Mogłam trochę porozkazywać botom.

Wszyscy stanęliśmy przed mostem, który po chwili otworzył Rachet.

-Autoboty! – Wykrzyknęłam – Transformacja i jazda!

Boty zmieniły się w pojazdy, a ja uruchomiłam moje laserowe „łyżwy” i wszyscy ruszyliśmy w głąb mostu. Po chwili znaleźliśmy się na piaskowej górce. Byliśmy w Egipcie. Zaczęła się rozglądać w poszukiwaniu jakiś Decepticonów. Nie potrwało to długo. Już po chwili ujrzałam Galwatrona i jakieś dwadzieścia conów stojących kilkanaście metrów przed nami. Ich czarne „zbroje” zlewały się z ciemnym już niebem. Czekali na nas. To była pułapka. Pozwolili nam abyśmy ich wykryli.

-Proszę, proszę – powiedział Galwatron z drwiącym uśmieszkiem – Autoboty wreszcie złapały przynętę. Jak zawsze zresztą – Galwatron zaśmiał się, lecz po chwili znów spoważniał. Teraz patrzał prosto na mnie. Przeszedł mnie dreszcz. Gdy patrzyłam w jego oczy, to tak jakbym patrzyła w morze krwi.

-Nie przedłużajmy tego Galwatronie –powiedział Ultra Magnus – Zakończmy to wreszcie.

-Czekaj na rozkaz Ultra Magnusie – upomniałam robota.

-Nie tym razem – powiedział stanowczo Magnus i ruszył prosto na Galwatrona.

Reszta botów podążyła w jego ślady. Strasznie mnie to zdenerwowało. Uruchomiłam blastery i ruszyłam na cony. Choć były ode mnie dużo większe to moje blastery były tak samo mocne jak ich. Bez większych problemów załatwiłam całą trójkę. Wtedy ujrzałam walczącego z Galwatronem Ultra Magnusa. Autobot przegrywał. Galwatron był od niego większy i silniejszy. Magnus nie miał szans. Szybko pobiegłam do nich i zaczęłam strzelać w Lorda Decepticonów. Galwatron nie oberwał zbyt mocno, lecz wystarczająco. Robot cofnął się o kilka kroków. Chyba się nie spodziewał ponownego ataku z mojej strony. Niespodziewanie Decepticon zaczął uciekać.

-Stój tchórzu! – wykrzyknęłam i ruszyłam bez żadnego zastanowienia na Galwatrona.

Pościg trwał jakieś pięć minut. Co dziwne robot nie zmienił swojej formy. Niespodziewanie Galwatron zatrzymał się i odwrócił w moją stronę.

-Teraz możemy spokojnie porozmawiać – powiedział robot.

-Nie mamy o czym rozmawiać Galwatronie.

-Owszem mamy! Muszę ci wreszcie wyjawić to, co Autoboty przed tobą ukrywają.

-O czym ty mówisz? Co przede mną ukrywają.

-Prawdę o twoim pochodzeniu.

-Nic o mnie nie wiesz. Grasz na zwłokę!

-Myślisz, że uciekałem ze strachu przed tobą i Autobotami?! Chcę ci powiedzieć całą prawdę – Nie wiem czemu, ale wierzyłam Galwatronowi. Chyba rzeczywiście coś o mnie wiedział.

-A więc, zaczynaj. Co o mnie wiesz? – Galwatron uśmiechnął się lekko.

-Widzisz, dawno temu, jeszcze przed rozpoczęciem się wojny na Cybertronie, pewien bot zakochał się w fembotce. Nazywała się Darkstream. Ona także była zakochana w tym bocie. Postanowili założyć rodzinę. Urodziła im się córka, Jinx. Żyli w spokoju, aż rozpoczęła się wojna. Ojciec Jinx stanął po stronie Decepticonów, tak samo jego ukochana. Niestety pewnego okropnego dnia, kiedy ojca Jinx nie było, Autoboty napadły Darkstream i jej córkę. Matka chciała uratować Darkstream i ukryła ją w podziemiach domu. Jinx nie chciała jednak zostawić matki całkiem samej. Wróciła więc na powierzchnię. Niestety było już za późno. Autoboty zamordowały Darkstream na oczach małej Jinx. Później chciały zabić też ją, ale jej ojciec uratował córkę. Tego dnia zrozumiał, że Jinx nie będzie bezpieczna na Cybertronie. Postanowił ją wysłać daleko, na jakąś planetę, gdzie ktoś się nią zajmie. Niestety jej statek został uszkodzony i ojciec Jinx już nigdy nie zobaczył ćórki – kilka łez spłynęło mi po policzku.

-Jinx, to ja, prawda?

-Tak.

-A mój ojciec, to ty? – Galwatron nic nie odpowiedział. Byłam jego córką. To jak znał tę historię, to on musiał być moim ojcem. Nie mogę w to uwierzyć. Właśnie się dowiedziałam, że jestem córką Lorda Decepticonów, że ja też jestem Decepticonem.

-Chodź ze mną Jinx.

-Co?

-Wróć do Decepticonów.

-Nie mogę, nie chcę!

-Proszę cię. Już zbyt długo byliśmy rozdzieleni.

-Nie! Nigdzie z tobą nie pójdę. Moje miejsce jest wśród ludzi.

-Twoje miejsce jest razem ze mną.

-Nie Galwatronie. – odwróciłam się od ojca i ruszyłam w  stronę Autobotów. Nadal nie mogłam uwierzyć w to co się teraz dzieje. Po prostu nie mogłam.

Wreszcie dochodziłam do botów. Niespodziewanie zrobiło mi się strasznie słabo i zakręciło mi się w głowie. Powoli upadłam na zimny piasek. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Po chwili zobaczyłam biegnącego w moją stronę Bulkheada. Robot podniósł mnie delikatnie i wezwał Racheta. Przed nami otworzył się most. Niebieskie światło stawał się coraz jaśniejsze. Miałam coraz mniej sił. W końcu usnęłam.  

piątek, 25 kwietnia 2014

Rozdział IV - Powrót Autobotów


Ludzie nie płaczą dlatego że są słabi. Płaczą bo byli silni zbyt długo…

Dziś mają przyjechać boty. Wszyscy są oczywiście podekscytowani. Raf i Jack wręcz promieniują z radości. Co z tego, że przyjeżdżają. Nie odzywali się do nas przez dziewięć lat. Jeden wspólnie spędzony dzień nie naprawi dziewięciu lat.

Wszyscy agenci ustawili się przed mostem. Ratchet patrzał jakby z niedowierzaniem. Na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. Widać było, że bardzo tęsknił za botami. Próbowałam wyszukać w tłumie Jacka i Rafa. Przeszukałam oczami całe pomieszczenie, aż w końcu ich znalazłam. Raf siedział przy komputerach i czekał na rozkaz otwarcia mostu. Chwila. Przez to wszystko nawet nie zapytałam się go czy Mary się zgodziła. Ale ze mnie przyjaciółka. Przestałam patrzeć na Rafaela i zerknęłam na Jacka. Był bardzo szczęśliwy. Stał tuż przy moście i czekał na Autoboty. Chyba tylko ja nie cieszę się z ich przyjazdu.

Nagle zobaczyłam, że most się otwiera. Zapadła cisza. Po chwili z mostu zaczęły wychodzić boty. Jako pierwszy wyszedł wielki, niebieski bot z jedną zwykła ręką, a drugą protezą. Ultra Magnus miał jak zwykle poważną minę i był gotowy do działania. Jako dugi szedł mniejszy, żółty bot – Bumblebee. Kolejna szła Arcee. Wyglądała na dość szczęśliwą. Następnie zobaczyłam Smokescreena i Knockouta, który dołączył do botów na Cybertronie.  Kiedy zobaczyłam dwa następne boty, wstrzymałam oddech. Bulkhead i Wheiljack szli obok siebie, a zielony robot chyba mnie szukał. Zaraz za nim szedł jakiś nowy, nieznany mi robot. Był dość duży, srebrno – szary. Na oczach miał jakieś dziwne „okulary”, a na klatce piersiowej widniała gwiazda, a w niej znak Autobotów.

Przez chwilę było całkiem cicho. Nikt nie chciał zacząć rozmowy. Nagle usłyszałam głos Jacka.

-Cześć Arcee – Mężczyzna podszedł do swojej dawnej obrończyni, a ta wyciągnęła do niego dłoń. Jack chwycił jeden z jej palców i uśmiechnął się.

-Tęskniłam za tobą Jack.

-Ja za tobą też.

-Cześć Bumblebee – usłyszałam Rafa, który właśnie podchodził do żółtego przyjaciela.

-Witaj Raf. Prawie cię nie poznałem. Zmieniłeś się

-Dorosłem – oboje zaśmiali się. Wtedy zobaczyłam jak Bulkhead mnie szuka. Odezwały się w nim jakieś wspomnienia? Pewne myślał, że sama do niego wylecę. Nim zdążył cokolwiek powiedzieć na środek pomieszczenia wyszedł Fowler.

-Witajcie. Wszyscy wiecie czemu was wezwaliśmy. Megatron, zwany teraz Galwatronem, przyleciał na ziemie i najprawdopodobniej próbuje ją przejąć. Jednym słowem musicie nam pomóc. Sami nie damy sobie rady. – Akurat. Ja tam dam sobie radę.

-Oczywiście pomożemy wam – odezwał się Magnus. – Zniszczymy Galwatrona i Decepticony, tak jak ostatnim razem. – No tak, tylko że ostatnim razem mieli Optimusa. Spojrzałam jeszcze raz na Bulkheada. Nadal mnie szukał. Miałam tego powoli dość wiec postanowiłam zwrócić ich uwagę, a przy okazji przetestować nowego bota. Wyciągnęłam moją katanę z pokrowca i rzuciłam nią w nieznanego. Ten z łatwością złapał moją broń i odrzucił ją do mnie. Postanowiłam mu zaimponować, tak jak on mi i gdy miecz był już zaraz przede mną przeskoczyłam nad nim.

-Ciekawa technika, – powiedział nieznajomy – ale pamiętaj, że wojownik nigdy nie rzuca swojej broni.

-Chyba że ma pewność, że  przebija ona przeciwnika. – Skoczyłam tuż przed boty tak by wszyscy mogli m nie zobaczyć. Dostrzegłam, ze Bulkhead jest zdziwiony. Pewnie nie wyobrażał sobie mnie w gumowym stroju do walki, krótkich włosach i pelerynie.

-Miko? – powiedział z niedowierzaniem mój były obrońca. –To naprawdę ty? – Nie odezwałam się. Patrzałam tylko na niego z pogardą i nienawiścią.

-Miko jest naszą najlepszą agentką. – Powiedział Fowler by przerwać krępującą cisze. - Będziecie z nią współpracować podczas walki z Galwatronem. – Ekstra. Fowler zrobił to specjalnie. Specjalnie przydzielił mnie do nich.

-Z całym szacunkiem Agencie Fowler, ale czy to rozsądne zabierać jakichkolwiek ludzi w pole walki? – Powiedział Ultra Magnus i spojrzała na mnie.

-Posłuchaj mnie Ultra Magnusie. – zaczęłam – Jeśli myślisz, że nie będę walczyła o własna planetę, to grubo się mylisz.

-Miko, chodzi mi tylko o…

-Agentko Nakadai jeśli już. Nie jesteśmy już na ty.

-Dobrze, agentko Nakadai. Nie pozwolę jednak by komukolwiek z ludzi stała się krzywda. Z całym szacunkiem, ale nie dasz sobie rady w walce z Decepticonami. – O nie, tego było już za wiele. Ja nie dam sobie rady?! Magnus musiał dostać nauczkę. Zacisnęłam pięści i spojrzałam na Fowlera, który właśnie trzymał się za głowę i chyba mówił po cichu – Trzeba było tego nie mówić Magnus. – Uśmiechnęłam się i uruchomiłam moje blastery. Strzeliłam z nich do Magnusa, a ten oberwał i upadł. Część botów pomagała wstać Ultra Magnusowi, z część patrzyła na mnie z niedowierzaniem.

-Nie dam sobie rady Ultra Magnusie? Może jako człowiek nie, ale jako pół robot pół człowiek na pewno. – Nie czekając na jakieś niepotrzebne uwagi poszłam do swojego pokoju. Nie obchodziło mnie czy Magnusowi się coś stało. Nic mnie nie obchodziło. Ani Bulkhead, ani ten nowy, ani żaden z botów. Chciałam po prostu zamknąć się w pokoju i poćwiczyć by zapomnieć o dzisiejszej sytuacji.

Kiedy weszłam do pokoju od razu przebrałam się w strój do ćwiczeń. Założyłam fioletową podkoszulkę, na to białą luźną bluzkę i szare spodnie dresowe. Na nogi włożyłam czarne trampki. Włączyłam muzykę i zaczęłam wykonywać ćwiczenia gimnastyczne.

Po jakiejś godzinie ktoś zapukał do mojego pokoju. Odgłos pukania był bardzo głośny więc byłam pewna, że jeden z botów przyszedł mnie odwiedzić.

-Miko – Odezwał się Wheiljack – Wyjdź do mnie, proszę – Niechętnie wyłączyłam muzykę i wyszłam do robota. Chociaż sufit był wysoki, to Autobot i tak musiał kucać by się o niego nie uderzyć.

-Czego chcesz?

-Pogadać ze starą przyjaciółką. 

-Nie jesteśmy już przyjaciółmi – Powiedziałam patrząc na Wheiljacka z pogardą.

-Dlaczego?

-Cóż, może dlatego, że przez ostatnie dziewięć lat nie odezwaliście się do mnie słowem.

-Musisz zrozumieć, że na Cybertronie czas biegnie zupełnie inaczej. Proszę cię, wybacz nam.

-Wheiljack, ty też musisz coś zrozumieć. Dziewięciu lat nie nadrobisz w kilka dni. Nie wiesz nawet ile rzeczy chciałam wam powiedzieć, o ilu sytuacjach opowiedzieć.

-Więc może zaczniesz teraz.

-Dobra. Kiedy wyjechaliście, postanowiłam wziąć się za naukę. Zaczęłam dostawać coraz lepsze oceny. Pod koniec roku stałam się wzorową uczennicą. Chciałam wam o tym powiedzieć, ale wy się nie odezwaliście. Potem poszłam na studia, które ukończyłam z wyróżnieniem. Przeżyłam pierwszą miłość, o której chciałam wam opowiedzieć, ale wy się nie odezwaliście. Następnie zostałam agentką PA i zaczęłam dowalać conom, o czym także chciałam wam powiedzieć, ale jak zwykle się nie odezwaliście! – Oczy mimowolnie zaczęły mi się szklić.

-Miko ja...

-A wiesz co jeszcze się stało w tym czasie, w którym was nie było. Dowiedziałam się, że nie jestem w pełni człowiekiem. Jestem w połowie robotem. Moi rodzice okazali się być tylko moimi opiekunami. Nie wiesz nawet jak bardzo wtedy potrzebowałam waszego wsparcia. – Teraz już łzy spływały mi po policzkach. – Was nie było więc pojechałam do rodziców by z nimi o tym porozmawiać. Pokłóciłam się z nimi. Wiesz co się wtedy stało? – Wheiljack spojrzał na mnie pytająco, ale chyba nie był pewien czy chce znać odpowiedź. –Byłam tak zdenerwowana, że nagromadziła się we mnie energia. Tak wiele energii, która musiała się wydostać z mojego ciała. Wybuchłam. Energia dosłownie wyleciała ze mnie niszcząc przy tym całą okolicę, a w tym  wszystkich mieszkańców i moich rodziców. – Wheiljack był bardzo przejęty tym co właśnie powiedziałam. Z wrażenie aż za nie mówił. – Proszę bardzo. Tak właśnie nadrobiliśmy to, co najważniejsze. – Wróciłam do pokoju i zamknęłam drzwi. Nadal płakałam. Znów wróciły do mnie wspomnienia, o których tak bardzo chciałam zapomnieć. Znów wrócił ból i poczucie winy. Przez długi czas podnosiłam się po tym upadku. Teraz muszę podnieść się na nowo.

sobota, 12 kwietnia 2014

Rozdział III - Galvatron

Na samotność skazują człowieka nie wrogowie, lecz przyjaciele…

Obudziłam się około szóstej. Musiałam zrobić sobie poranny trening więc szybko umyłam się, przebrałam w szare dresy, czarną bluzkę na ramiączkach i trampki tego samego koloru. Wyszłam z tajnej bazy PA i poszłam pobiegać.

-Dlaczego Decepticonom potrzebna armia do walki z nami? Przecież roboty radzą sobie z nami lepiej niż ludzie. Może myślą, że Autoboty wrócą na ziemie? Mylą się. Oni są nam nie potrzebni.

Po trzech godzinach porannej przebieżki wróciłam do bazy. Po raz kolejny wzięłam prysznic i wróciłam do pokoju głównego. Stamtąd udałam się kolejnym z korytarzy do Sali medycznej. Gdy otworzyłam drzwi do pomieszczenia ujrzałam wielkiego, pomarańczowo – białego robota.

-Cześć Ratchet – przywitałam się

-Witaj Miko. Przyszłaś na zastrzyk?

-Jakbyś czytał mi w myślach – usiadłam na jednym z kilkunastu łóżek szpitalnych i czekałam spokojnie na zastrzyk od Ratcheta. Pokój, w którym się znajdowaliśmy był pełny sprzętu medycznego i kosmicznych technologii. Pomieszczenie było praktycznie całe białe. Po kilku sekundach robot zbliżył się do mnie z dość dużą strzykawką, w której znajdował się jakiś niebieski płyn. Ratchet wstrzyknął mi substancję, a ja nagle poczułam zastrzyk adrenaliny.

-I jak? – zapytał

-Jakbym wypiła dziesięć Redbuli.

-Bardzo śmieszne. Jakieś zawroty głowy, dzwonienie w uszach?

-Nie. Wszystko ok.

-Nie podoba mi się, że musisz przyjmować energon.

-Ratchet, przecież jestem w połowie robotem.

-A w połowie człowiekiem. Nie wiemy czy energon ci nie zaszkodzi.

-Doktorku, dostaję tylko małą dawkę tego niby energonu. Nic mi nie będzie.

-To nie jest niby energon. To po prostu mniej skoncentrowana dawka naszego paliwa. Po za tym, wcale nie taka mała.

-Serio, jeden raz na miesiąc to tak dużo?

-Tak.

-Przesadzasz wiesz? – Po tych słowach wstałam z łóżka i zaczęłam kierować się do wyjścia.

-Nie myślisz, że powinnaś zacząć się z kimś spotykać?

-Ty też Ratchet?

-Miko, nie możesz ciągle odpychać innych od siebie. Może czas coś zmienić?

-Może, a może nie.

-Miko, przecież masz dzisiaj urodziny.

-No proszę, pamiętałeś.

-Nie co dzień ma się urodziny.

-To nic nie zmienia. Ja po prostu nie chcę ani chłopaka, ani rodziny. – W tym momencie wyszłam z pomieszczenia. Ratchet naprawdę mnie zdenerwował. Na szczęście od razu poprawił mi się humor.

-Proszę wszystkich o przyjście do sali głównej – Odezwał się głos w głośniku, a ja od razu pobiegłam do sali głównej. Gdy dotarłam na miejsce, było już pełne żołnierzy. W oddali zobaczyłam Fowlera.

-W jednej z naszych baz wylądował początkowo niezidentyfikowany obiekt. Poruszał się bardzo szybko. Zdołaliśmy się dowiedzieć, że obiekt ten to Megatron. Wysyłamy grupę dowodzoną przez agentkę Nakadai by powstrzymała Megatrona przed zniszczeniem bazy – Ale super, będzie niezła rozwałka. Nie czekając nawet na dalsze instrukcje pobiegłam się przebrać w mój strój bojowy. Wróciłam po jakiś pięciu minutach i zastałam czekające na moje rozkazy wojsko. Razem z armią stanęłam przed mostem, który po chwili się otworzył. Od razu ruszyliśmy do ataku.

Kiedy znaleźliśmy się po drugiej stronie, zobaczyłam zniszczoną bazę i wielkiego szarego robota – Megatrona. Jego czerwone ślepia wpatrywały się prosto na nas. Był jednak trochę inny niż jak go zapamiętałam. Miał długie, ostre pazury i wiele ran na twarzy. Do tego jego ramiona były zakończone ostrymi kolcami.

-Oddział, do ataku! – Wszyscy zaczęliśmy strzelać ze specjalnej broni przygotowanej na duże cony. Była ona silniejsza od zwykłej. Megatron jednak nic sobie nie robił z naszych strzałów. Śmiał się tylko w niebogłosy.

-Głupcy – powiedział – myślicie, że możecie się równać z wielkim i potężnym Galwatronem?! – Wtedy Megatron, albo raczej jak się nazwał Galwatron, wystrzelił ze swojej broni prosto w około dwunastu żołnierzy. Miarka się przebrała. Uruchomiłam swoje blastery i zaczęłam strzelać w robota. To akurat go już zabolało.

-Poddaj się Megatronie!

-Proszę, proszę. Co my tu mamy. Pół człowiek pół maszyna. To nie ważne. I tak cię zniszczę – Megatron próbował mnie uderzyć swoją wielką łapą, ale uciekłam. Niestety nim się spostrzegłam Megatron wystrzelił we mnie z blastera. Oberwałam. Uderzyłam o ścianę i straciłam przytomność.

Zaczęłam się budzić. Moim oczom ukazał się pierw Ratchet, potem Fowler.

-Co się stało? – zapytałam podnosząc się z łóżka. Byłam znów w laboratorium Ratcheta. Jaki kanał.

-Oberwałaś i to porządnie – powiedział Fowler

-Miałaś dużo szczęścia, że Megatron strzelił w ziemię tuż przed tobą.

-Galwatron. Powiedział, że nazywa się Galwatron.

-Tak czy siak, miałaś szczęście – powiedział Ratchet.

-Odpocznij Miko, zasługujesz na to.

-Tak jest Agencie Fowler. – Wstałam z łóżka i wróciłam do pokoju. Teraz miałam ochotę na mały trening, ale niestety byłam wyczerpana. Od kąt wyszłam z pokoju Ratcheta prześladowało mnie jedno pytanie. Dlaczego Galwatron nie strzelił we mnie? Spudłował? Nie, to niemożliwe.

Już miałam się kłaść spać, kiedy zobaczyłam małe pudełeczko leżące na biurku. Otworzyłam je i zobaczyłam mój stary różowy telefon.

Wiąże się z nim tak wiele wspomnień. Chwila, czy ja go przypadkiem nie wyrzuciłam? Pod telefonem była jeszcze karteczka. Przeczytałam ją.

Mam nadzieję, że ten telefon przywróci mi dawną Miko, choćby na jeden dzień. Tęsknie za tobą i chcę abyś wróciła, taka jak dawniej.

Jack

 

Po przeczytaniu listu uruchomiłam telefon. Od razu zajrzałam do galerii. Były w niej zdjęcia botów. Nasze wspomnienia.



To zdjęcie, było wyjątkowe. Byliśmy na nim wszyscy. Ja, Bulkhead, Jack, Arcee, Raf, Bumblebee, Optimus, nawet złapałam Ratcheta.

W jednej sekundzie rozpłakałam się. Zwinęłam się i usiadłam na podłodze, nadal płacząc. Tak bardzo za nim i tęskniłam. Tak długo nie mogłam pozbierać się po ich odejściu. Cały czas oglądałam zdjęcia by o nich nie zapomnieć. Lecz kiedy po roku żaden z botów się nie odezwał, coś we mnie pękło. Zrozumiałam wtedy, że oni o nas zapomnieli. Wtedy wyrzuciłam telefon i wszystko co mogło mi o nich przypomnieć. Nie chciałam już o nich pamiętać. Nie chciałam też się z nikim wiązać bo bałam się, że po jego odejściu znowu poczułabym, ten ból.  A tego bym nie zniosła. Nie kolejny raz.

Płakałam jeszcze jakieś dwie godziny. Próbowałam usnąć, ale na próżno. W końcu zdecydowałam się pójść do Fowlera. Może będzie miał jakieś zadanie. Przemyłam twarz i wyszłam z pokoju. Po kilku minutach dotarłam do gabinetu agenta Fowlera.

-Czemu nie śpisz Miko? – zapytał

-Nie jestem zmęczona. Czy jest jakieś zadanie.

-Nie. Do przyjazdu botów nie wykonujemy żadnych ruchów.

-Co proszę. Czy ja się przesłyszałam? Autoboty przyjeżdżają?

-Tak. Coś nie tak?

-Fowler, oni nie są nam potrzebni! Damy sobie radę.

-Jestem innego zdania. Jesteś naszą najlepszą agentką. Skoro ty nie dałaś rady Galwatronowi, to żaden człowiek nie da. Potrzebujemy botów.

-Nie. Od kąt nie ma Prima boty są bezużyteczne. Dobrze wiesz, że tylko on mógł się równać z Megatronem, a z tego co widzę, to Galwatron jest jeszcze silniejszy.

-Miko! Nie mów, że boty są bezużyteczne. To nasi przyjaciele.

-Przyjaciele?! Moimi przyjaciółmi przestali być osiem lat temu. Nie chcę ich tutaj. Nie będę z nimi współpracować.

-Nie będziesz miała wyboru. To ja tutaj dowodzę.

-Jasne. Niech ci będzie. Ale nie myśl sobie, że będzie tak jak dawniej, bo już nigdy nie będzie. Nigdy.

poniedziałek, 3 marca 2014

Nominacja do LIEBSTER BLOG AWARD

Nominowała mnie Wiktoria Pomorska z bloga
http://onedirection1dlov.blogspot.com/search?updated-max=2014-02-16T14:32:00%2B01:00&max-results=10&start=10&by-date=false

Co to jest LIEBSTER BLOG AWARD ?

Jest to nominacja otrzymywana od innego bloggera w ramach uznania za 'dobrze wykonaną robotę' .
Jest przyznawana blogom o mniejszej liczbie obserwatorów , więc daje możliwość do ich rozpowszechnienia . Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby , która cię nominowała. Następnie ty nominujesz 11 osób (Informujesz je o tym) , oraz zadajesz 11 pytań .Nie wolno nominować bloga , który cię nominował .


Pytania Wiktorii:
1. Co skłoniło cię do pisania bloga?
2. Należysz do jakiegoś fandomu?
3. Ile masz lat?
4. Najlepsze wspomnienie z twojego życia?
5. Twoje marzenie?
6. Ile masz blogów?
7. Zdarzyło ci się poważnie okłamać kogoś bardzo bliskiego?
8. Cierpiałaś przez kogoś?
9. Wierzysz w przyjaźń damsko-męską?
10. Byłaś już wcześniej nominowana?
11. Cieszysz się z nominacji?

Moje odpowiedzi:
1.Filmy i seriale. Od kąt pamiętam uwielbiałam wymyślać kontynuacje bajek czy filmów. W końcu pomyślałam, że powinnam przelać wszystkie swoje myśli na papier.
2.Nie
3.14
4.Kiedy pierwszy raz zobaczyłam brata
5.Jest tego trochę. Moim wielkim marzeniem jest to, aby ktoś kiedyś stworzył animację na podstawie mojego opowiadania. Mam też kilka trochę niemożliwych marzeń takich jak żyć w świecie magii, bohaterów, czy transformersów.
6.Cztery
7.Niestety tak
8.Często. Niestety taki mamy świat.
9.Raczej tak
10.Nie
11.I TO JAK!!!!!!!!!!!! Cieszę się i to bardzo. Zawsze chciałam zostać nominowana.

Moje pytania:
1.Co skłoniło cię do napisania bloga?
2.Masz rodzeństwo?
3.Jaki jest twój ulubiony film?
4.Masz PRAWDZIWEGO przyjaciela?
5.Znienawidzony przedmiot szkolny?
6.Kim chcesz być w przyszłości?
7.Ulubiona książka?
8.Ile masz lat?
9.Co lubiłaś oglądać w dzieciństwie.
10.Jakiej muzyki słuchasz?
11.Cieszysz się z nominacji?

Nominuję:
1. http://freezethedreams.blogspot.com/
2. http://duch-zimy-jack-frost.blogspot.com/
3. http://pamietniczekrose.blogspot.com/
4. http://apple-pie1809.blogspot.com/
5. http://jaackfroost.blogspot.com/
6. http://jane-ross.blogspot.com/2013/09/niby-prolog.html
7. http://theworldisforthemgirls.blogspot.com/

Rozdział II - Starzy przyjaciele




 
 
Najbardziej boli świadomość że już nigdy nie będzie tak jak wcześniej.



Gdy wyszłam z mostu, zobaczyłam wielką, okrągłą salę bez okien. Dach był w kształcie półkola, a ściany zrobione z betonu. W pomieszczeniu było wiele przejść do innych pokoi.

-I jak poszło? – Zapytał znajomy głos. Po chwili zobaczyłam wychodzącego zza komputera szczupłego, wysokiego mężczyznę, o bujnych, brązowych włosach i oczach. Ubrany był w białą koszulę z długim rękawem, pomarańczowy krawat, czarne spodnie i czarne, wyjściowe buty. Na jego nosie znajdowały się okulary.

-Jak zwykle Raf, wielkim bałaganem. Rozwaliłam kilka conów, a na koniec jeszcze przez przypadek wysadziłam budynek i faceta.

-Fowler na pewno się wkurzy jak się dowie.

-Pewnie już wie.

-Ale nie martw się, on jest za stary żeby zapamiętać taka drobnostkę – uśmiechnęłam się

-A ty co tak elegancko?

-Wybieram się z Mary na kolację. Dzisiaj mijają trzy lata od kąt się znamy.

-Chcesz to jakoś uczcić?

-I nie tylko – Raf wyciągnął z kieszeni spodni czerwone pudełeczko i otworzył je. W środku znajdował się złoty pierścionek z brylantem – Jak myślisz, zgodzi się?

-O Raf, na pewno. Jesteście naprawdę świetną parą i powinniście się pobrać.

-To miło, że tak myślisz. No, ja się będę już zbierał.

-Powodzenia – Uścisnęłam Rafaela, a gdy już odchodził kopnęłam go na szczęście. Gdy już wyszedł z budynku, z głośnika wydobyły się czyjeś słowa:

-Miko, do mnie!

-Zaczyna się – powiedziałam sama do siebie i ruszyłam w stronę jednego z przejść. Szłam długim korytarzem aż wreszcie dotarłam do drewnianych drzwi. Zapukałam.

-Proszę – Weszłam do pomieszczenia i zobaczyłam grubszego, czarnego mężczyznę średniego wzrostu, o czarno – siwych włosach i brązowych oczach. Był ubrany w niebieski garnitur i białą koszulę. Siedział przy ciemnym, drewnianym biurku w bardzo ciemnym pomieszczeniu. Nic nie mówiąc usiadła na krześle naprzeciwko mężczyzny.

-No dalej – zaczęłam – nagadaj mi.

-Nie chcę ci nagadać. Chcę dowiedzieć się czemu budynek i facet w środku wybuchli?

-Fowler, to nie moja wina. Ten facet miał w sobie bombę.

-Skąd ona się w nim wzięła?

-Decepticony ją mu wsadziły.

-Swojemu szefowi?

-Właśnie nie. Schoot powiedział mi, że ludzie służą conom. Że decepty chcą mieć armię do walki z wojskiem, że oni czekają na powrót swojego pana.

 -Megatrona?

-Najprawdopodobniej.

-Więc szykuje się coś dużego. Myślisz, że sobie poradzisz?

-Oczywiście.

-Bo wiesz możemy…

-Nie! Nie potrzebujemy ich! Przez dziewięć lat dawaliśmy sobie radę bez nich i teraz też sobie poradzimy – wstałam z krzesła – Czy to wszystko?

-Tak, możesz odejść.

-Dziękuję – Wyszłam z pokoju i wróciłam do głównej sali. Stamtąd poszłam innym korytarzem w stronę siłowni. Szybkim krokiem dotarłam na koniec korytarza. Znajdowały się tam dwie pary drzwi – na lewo i na wprost. Weszłam do drzwi na lewo i znalazłam się w siłowni. Całe pomieszczenie było pomalowane na biało. Na każdej ścianie było po kilka luster. W pokoju było wiele sprzętu do ćwiczeń każdego rodzaju. Po chwili usłyszałam odgłosy walki z końca Sali. Ruszyłam w stronę dźwięków aż dotarłam do kolejnych drzwi. Gdy podeszłam do nich, otworzyły się, a ja ujrzałam wysokiego, szczupłego mężczyznę. Miał czarne, rozczochrane włosy i brązowe oczy.  Był ubrany w szare jeansy, bardzo jasną szarą bluzkę z długim rękawem, czerwoną bluzkę z krótkim rękawem i brązowe trampki. W ręku trzymał kij bejsbolowy. Walczył z naszym robotem treningowym. Robot sam myślał więc nie był łatwym przeciwnikiem. Z tego co dało się zauważyć kij mężczyzny nie wystarczał do pokonania maszyny. Postanowiłam więc mu pomóc.  Wyciągnęłam moją katanę i przecięłam robota na pół.

-Ej! – zawołam mężczyzna – Dałbym radę!

-Akurat – westchnęłam – Jack, kiedy ty się nauczysz, że na roboty nie wystarczy drewniany kij?

-Z kijem jest mi najlepiej. Poza tym, Emilly nie lubi jak walczę z mieczem.

-Przecież ona w ogóle nie lubi jak walczysz.

-Boi się o mnie.

-To może przestaniesz tu pracować?!

 -Ej, to nie moja wina, że ja i Raf układamy sobie jakoś życie. Raf będzie się oświadczał, mnie za niedługo urodzi się syn, a ty?

-Ja nie potrzebuję rodziny.

-Każdy jej potrzebuje!

-Rodzina tylko by ograniczała.

-Nie zawsze tak myślałaś – zaczęłam oddalać się od Jacka – jasne, obraź się! Zachowuj się jak jakiś Decepticon bez serca!

-Odpuść Jack! – Wyszłam z pomieszczenia i wróciłam do sali głównej. Gdy tam dotarłam, sala była prawie pusta. Zerknęłam na wielki zegar wiszący na ścianie. Wskazywał godzinę dwudziestą cztery. Większość agentów kończyła już pracę, ja też. Skierowałam się w  stronę swojego pokoju. Przeszłam najdłuższy korytarz i wreszcie doszłam do mojej sypialni. Pokój był dość duży. Ściany były pomalowane na ciemny fiolet, a podłoga była sosnowa. Na środku pomieszczenia był wielki, kwadratowy, puszysty, fioletowy dywan.  Naprzeciwko drewnianych drzwi do pokoju stało łóżko. Było dość duże, czarne. Miało zaokrąglone końce. Pościel była bordowa. Obok łóżka, z prawej stało sosnowe biurko, a na nim czarny laptop „Apple”. Z lewej od łóżka stał czarny, skórzany narożnik, a przed nim telewizor plazmowy. Telewizor był bardzo nowoczesny, podwieszony pod sufit. Obok drzwi, z prawej, było wielkie lustro i wieża stereo. Z lewej od lustra, była naprawdę wielka szafa z przesuwany mi drzwiami. Z lewej strony były drzwi do łazienki.
Umyłam się, przebrałam w moją czerwoną piżamę i położyłam się. Przez chwilę myślałam o tym co powiedział Jack. Czy ja naprawdę byłam jak Decepticon? Co ze mną było nie tak?
 

 

czwartek, 13 lutego 2014

Rozdział I - Bałagan

Nie patrz w przeszłość, tam już byłeś i wszystko widziałeś. Idź naprzód, tam będzie ciekawiej.


-Pięć osób na dachu i osiem w środku. Dasz radę? – zapytał mnie głos w słuchawce

-Mnie się pytasz? Taka trzynastka to dla mnie mały problem. Pamiętasz Nowy York rok temu?

-Racja, było ich wtedy ze trzydzieści.

-I to ja zdjęłam większość.

-Skoro nie masz żadnych zastrzeżeń, bierz się do roboty – Po tym rozkazie otworzyłam walizkę znajdującą się za mną. Były w niej: czarny, sportowy łuk, strzały, dwa pistolety, dwa magazynki i katana. Strzały wsadziłam do kołczana, który miałam zawieszony na plecach. Pistolety naładowałam, a katanę przyczepiłam do paska. Porozciągałam się trochę, i poprawiłam mój kostium. Był czarny, zrobiony z gumy, a na środku klatki piersiowej miała czerwony znak Autobotów. Do kostiumu przyczepiona była czarna peleryna z kapturem.

Przeczesałam ręką moje czarne, krótkie włosy i odgarnęłam grzywkę na bok. Założyłam kaptur od peleryny i zaczęłam działać.  Wzięłam do ręki łuk i naprężyłam jedną ze strzał. Zaczęłam przyglądać się   strażnikom znajdującym się o trzy dach przede mną (ja także znajdowałam się na dachu). Wycelowałam w jednego z nich i wypuściłam strzałę. Nie miała ona jednak zabić strażnika, a jedynie uśpić go. Strzała trafiła mężczyznę w nogę, a ten od razu usnął. Gdyby tak się nie stało przeszłabym do trochę innych metod. Gdy strażnicy się zorientowali, szybko wypuściłam cztery kolejne strzały. I tym razem nie chybiłam. Złożyłam łuk i przyczepiłam go do paska. Przeskoczyłam dwa budynki i znalazłam się tam, gdzie wcześniej stali ochroniarze. Zaczęłam schodzić z dachu po rynnie wypatrując i nasłuchując przy tym jakiejś rozmowy. Wreszcie znalazłam pokój, w którym znajdowało się ośmiu mężczyzn i ich szef – Robert Schoot. To bardzo niebezpieczny mafiosa, który handluje nielegalną bronią. Także tą pozaziemską. Moim zadaniem było wytrącić mu ten głupi pomysł z głowy.  

Rozhuśtałam się lekko na rynnie i wskoczyłam do pokoju, w którym się znajdowali. Kilka kawałków szkła przyczepiło się do kostiumu więc od razu je wyciągnęłam. Bez żadnych pogaduszek wyciągnęłam pistolety i zaczęłam strzelać w ochroniarzy. Niestety kule nawet ich nie drasnęły. Odbijały się od nich jakby byli z metalu. Wtedy cała ósemka odpaliła swój tryb ataku. Ich ciała zmieniły się  w mechaniczne szkielety, a po chwili ich ręce w blastery. Nie byli to bowiem ludzie. Były to Decepticony. Zaraz wszystko wam wyjaśnię. Zastopujmy więc na chwilę. Po tym jak dziewięć lat temu, boty opuściły planetę, ja, Jack i Raf zaczęliśmy się szkolić na agentów. Nie każdy jednak robi to co ja. Raf stał się naprawdę dobrym informatykiem i pomaga nam łamać hasła itp. Jeśli chodzi o Jacka, to on przeszedł szkolenie snajperskie. Jest naprawdę dobry. Czasem też pomaga mi, ale tylko w walce z ludźmi. Używa wtedy kija bejsbolowego. Pewnie zastanawiacie się kim my w ogóle jesteśmy. Nasza organizacja to PA – People Autobots. Zwalczamy cony i zamykamy ludzi, którzy mają z nimi jakieś powiązania. Teraz przejdźmy do tematu skąd owe cony wzięły się znów na ziemi. Jakieś pięć lat temu wielki statek Decepticonów rozbił się za ziemi. Roboty rozeszły się po całym świecie i ukryły się. Wyglądają teraz i zachowują się dokładnie tak jak ludzie. Sprzedają ich broń różnym gangom i mafiosom. Nikt z PA jednak nie wie po co. Ok, na razie to tyle. Wróćmy do akcji.

Decepticony zaczęły strzelać. Zrobiłam unik i także zaczęłam strzelać. Niestety dalej nic to nie dawało. Schowałam więc pistolety i wyciągnęłam katanę. Jednym ruchem odcięłam głowę trzem conom. Następnie przecięłam na pół kolejne dwa. Szybko zmieniłam miejsce lecz nim się spostrzegłam oberwałam w ramię. Nie zabolało mnie to zbytnio. Z rany nie wypłynęła nawet krew. W sumie to nie powinnam nazywać tego raną. Na ramieniu bowiem pojawiły się lekko przerwane kable. Cony stanęły jak wryte. Z mojego ramienia zaczął wypływać niebieski płyn – energon. Spojrzałam na przeciwników.

-Teraz to macie przechlapane chłopaki – Po tych słowach, ja także uruchomiłam mój tryb ataku. Moje ręce zmieniły się w okrągłe blastery. Szybko zaczęłam z nich strzelać do conów. Już po jakiś dziesięciu sekundach nie było ani jednego robota. No to teraz wyjaśnię. Siedem lat temu pierwszy raz zorientowałam się co potrafię i kim jestem. Cały czas byłam w połowie Cybertronianką. Pochodziłam z Cybertronu. Z czasem okazało się też, że posiadam inne bronie. Moje ręce mogły się też zmienić w laserowe ostrza, a na stopach mogły pojawić się laserowe „łyżwy”.

Wróćmy do rzeczywistości. Z powrotem zmieniłam blastery w dłonie i podeszłam do mafiosy.

-Zniszcz całą broń Decepticonów, a nic ci się nie stanie. Trafisz jedynie na długą odsiadkę.

-Myślisz że to takie proste?! Oni mają plan.

-Jaki plan – mężczyzna wyglądał na dość zdenerwowanego.

-Chcą mieć wielu ludzi do walki z armią. Oni sami przygotowują się do powrotu ich pana.

-Choć ze mną. Wszystko mi opowiesz.

-Znajdą mnie i zabiją.

-Ochronię cię.

-Nie dasz rady. Nasz los jest już przypieczętowany – mężczyzna rozpiął swoją białą koszulę, a mnie zamurowało. Przez skórę było widać bombę, do której wybuchu zostało dziesięć sekund – Nie czekaj. Uratuj siebie i innych – Pokiwałam twierdząco głową i zaczęłam biec w kierunku okna. W ostatniej chwili wyskoczyłam z niego. Słyszałam jak tuż za mną ten człowiek wybucha. Na szczęście udało mi się wylądować bezpiecznie na dachu obok. Bomba nie była aż tak wielka.

-Ale bałagan. Dostanie mi się za to – Połączyłam się z bazą – Proszę o most.

-Robi się – jakiś głos odpowiedział mi, a przed sobą zobaczyłam coś przypominającego portal. W pewnym sensie był to portal. Nazywamy go mostem ziemnym. Służy nam do szybkiego podróżowania po całym świecie. Powolnym krokiem zaczęłam kierować się w jego stronę, a już po chwili zniknęłam w jego świetle.